Maciej Łukasz Gołębiowski

Przecież śpiewam

Niedawno na naszych łamach ukazał się artykuł, opisujący biografię fascynującej i jedynej w swoim rodzaju diwy operowej - Florence Foster Jenkins. Tymczasem na deskach warszawskiego Teatru Polonia gości właśnie spektakl, dający możliwość poznania charakteru i życia najgorszej śpiewaczki świata. Nie mogłem się oprzeć pokusie.

Krystyny Jandy nie sposób ignorować. Można się nią zachwycać i ubóstwiać, można też krytykować za manieryzm i niewystarczające zróżnicowanie granych postaci. Prawdą jest jednak, że Janda ma wprost genialne wyczucie teatralnego biznesu. Gdy zakładała swój teatr, wielu powątpiewało, czy kurtyna kiedykolwiek pójdzie w górę. A jednak się udało i dziś trudno zdobyć bilety. Publiczność szturmuje kasy i nie przeszkadza jej ani trochę, że za kosztującą 20 zł wejściówkę otrzymuje do siedzenia jedynie poduszki i miejsce na schodach. Nie przeszkadzają jej kostropate ściany ani odsłonięte instalacje. Tu naprawdę liczą się sztuka i rozrywka, pisane wielkimi literami.

"Boska!" to kolejne przedstawienie z Jandą w roli głównej. To także drugi spektakl, w którym aktorka wciela się w rolę śpiewaczki operowej. Tyle że poprzednio była to bezczelna, wulgarna, twarda, a jednocześnie genialna Maria Callas. Teraz wybór padł na kogoś, kogo można nazwać antytalentem wokalnym. Florence Foster Jenkins po prostu nie umiała śpiewać. A mimo to występowała przed setkami ludzi i nagrywała płyty.

Odnoszę wrażenie, że tego typu fenomen mógł się zdarzyć jedynie w Ameryce. I to nie tylko dlatego, że tam miał swój początek przemysł fonograficzny, a w modzie były przeróżnego rodzaju towarzystwa kobiece, stanowiące główne

miejsce działalności oraz publiczność występów pani Jenkins. To przede wszystkim z powodu specyficznej mentalności Amerykanów, którzy lubują się w dziwactwach. Czy gdyby w Europie nawet najbogatsza hrabina nagrała płytę i wynajęła Filharmonię Berlińską, by urządzić recital, a wszyscy słyszeliby, że wyje jak kiepski uczestnik "Idola", to ktokolwiek kupiłby bilet? Nie sądzę. Tymczasem w Ameryce, choć publiczność często zatykała uszy albo śmiała się do rozpuku, to jednak wciąż przychodziła. Pani Jenkins dostawała kwiaty od takich artystów jak Cole Porter i mogła żyć w przeświadczeniu, że głosy krytyki to jedynie zazdrośnicy i beztalencia.

W "Boskiej" widzimy Krystynę Jandę, która... nie umie śpiewać. Widzimy jak udanie wciela się w rolę osoby, której śpiew jest nie tylko jedyną pasją, ale całym życiem. Swój każdy dzień poświęca myśleniu nad kolejnymi występami i nagraniami. Żyje trochę jak "Alicja w Krainie Czarów" albo zaklęta księżniczka, której świat jest pełen pięknej muzyki. Muzyki, którą sama śpiewa. Nie musząc się martwić o sprawy materialne, pani Jenkins spełnia swoje marzenia.

W jej otoczeniu występuje m.in. młody akompaniator, Cosme McMoon, który tak bardzo potrzebuje pieniędzy, że zapomina o własnych ideałach i nie tylko towarzyszy "artystce", ale także adoruje przekonując o talencie i wielkości. W rolę

młodego muzyka wcielił się Maciej Stuhr. Na scenie można jeszcze zobaczyć Wiktora Zborowskiego, śpiewaka o nikłym talencie, który poświęcił karierę, by być życiowym partnerem i podporą Florence, a także Krystynę Tkacz, roztrzepaną i szczebiotliwą przyjaciółkę śpiewaczki. Epizodyczną, choć barwną rolę otrzymała Anna Iberszer, czyli służąca Maria, która - choć nie mówi po angielsku - skutecznie rządzi domem pani Jenkins i nią samą.

"Boska!" to przede wszystkim świetna komedia i w dodatku dobrze zagrana sztuka. Bo to właśnie porządne aktorstwo sprawia, że na sali śmiech milknie tylko na chwilę. Śmiech serdeczny i przyjacielski. Być może taki sam, jaki towarzyszył występom Florence Foster Jenkins. Co by bowiem nie mówić o jej talencie, była osobą ciepłą, serdeczną i pełną uroku. Nigdy nie podnosiła głosu ani nie narzekała. Gdyby wszystkie wielkie śpiewaczki takie były, świat mógłby kochać je jeszcze mocniej i bez żadnego "ale". Jednak przecież każdy ma swoje wady. Jedyną wadą pani Jenkins było to, że nie umiała śpiewać. Ale przecież śpiewała.

Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: Hi-Fi i Muzyka nr 10/2007

BOSKA!
najbliższe spektakle

12 marca poniedziałek
19:30 duża scena

13 marca wtorek
19:30 duża scena

14 marca środa
19:30 duża scena

repertuar teatru

Prasa o spektaklu

Krystyna Janda fałszuje w operzeJulia Rzemek Rzeczpospolita nr 250 - Po godzinach
Naiwność i wyrachowanieGrzegorz Kondrasiuk Gazeta Wyborcza - Lublin nr 135
Sąsiedzi. Dzień pierwszyMarta Zgierska Nowa Siła Krytyczna
Kiczu transMagdalena Krzyżosiak Teatr nr 3
Boska i śmiesznaKatarzyna Kamińska Gazeta Wyborcza - Wrocław nr 86
Operowy DyzmaStefan Drajewski Polska Głos Wielkopolski nr 76/31.03
Przecież śpiewam
Hi-Fi i Muzyka nr 10/2007
Jak sinusoidaTemida Stankiewicz-Podhorecka Nasz Dziennik nr 160
Warto kłamaćŁukasz Drewniak Przekrój nr 21
Śpiewać każdy możeStanisław Krajski Nasz Dziennik
Boska JandaAneta Kyzioł Polityka nr 20/19.05
Dzień z Krystyną JandąMaciej Gajewski, współpraca Karolina Kopocz PANI nr 5
Najgorsza śpiewaczkaVioletta Szostak Wysokie obcasy
Pochwała JandyGrzegorz Skurski Gazeta Wyborcza nr 102
Marzenia spełnionePrzemek Dziubłowski Życie Warszawy
Boska okropna JandaJoanna Derkaczew Gazeta Wyborcza nr 102
Seans spełnionych marzeńJanusz R. Kowalczyk Rzeczpospolita nr 101
Nieśmiertelna pani Jenkins Maja Ruszpel Dziennik nr 99
Wbrew rozsądkowi Jolanta Gajda-Zadworna Życie Warszawy nr 98 - Po Godzinach