strona głowna » spektakle » w teatrze » bieżące » romulus wielki » recenzje » zanussi. gdzie jest..

Janusz Majcherek

Zanussi. Gdzie jest reżyser?

W czasach świetności polskiego teatru znane było zjawisko tzw. reżyserii ukrytej. Reżyser, zamiast eksponować własną wizję, wydobywał z tekstu jego sensy, chowając się za opartą na gruntownej analizie postaci grą aktorów. "Romulus Wielki" dowodzi, że w tym sposobie można się posunąć za daleko. Reżyseria została tu tak ukryta, że gdyby nie nazwisko Krzysztofa Zanussiego na afiszu, można by w ogóle powątpiewać w jej istnienie.

Mówiąc poważniej: napisana 60 lat temu sławna sztuka Durrenmatta z pewnością się postarzała. Kwestie dziejowego determinizmu, roli jednostki, odpowiedzialności za historię czy "wolności jako uświadomionej konieczności" ekscytowały w latach powojennych, gdy o rząd dusz walczyły marksizm z egzystencjalizmem. Kierunek teatralnej debaty w Europie wyznaczał wtedy Brecht, a Durrenmatt czerpał z jego nauk, szukając własnej drogi do teatru. Wszedł doń, głosząc, że klasyczny tragizm się wyczerpał i przystoi nam jedynie komedia. Oczywiście taka, która przejmie funkcję nowoczesnej tragedii. Podobne myśli miał wkrótce podjąć teatr absurdu.

Nie mam do Zanussiego pretensji o to, że zignorował towarzyszący debiutowi Durrenmatta kontekst estetyczny, filozoficzny, polityczny i historiozoficzny. Trudno, żeby teatr rekonstruował aurę intelektualną sprzed ponad pół wieku. Martwi mnie co innego: że Zanussi nie znalazł współczesnego ekwiwalentu dla tamtych problemów, nie odpowiedział - na scenie, a nie w napisanym do programu felietoniku - co "Romulus Wielki" znaczy dzisiaj, w świecie, w którym debata historiozoficzna rozciąga się od Fukuyamy do Huntingtona. Zanussi wręcz pozbawił swoje przedstawienie jakiejkolwiek ważkiej problematyki, redukując inteligentną, wciąż dowcipną zbudowaną na parodii i paradoksie komedię o ostatnim dniu Cesarstwa Rzymskiego do pseudokabaretu, w którym grube żarty idą o lepsze z tandetnymi aluzjami. Przykłady? Bardzo proszę: Romulus w tekst Durrenmatta wtrąca kwestię o emeryturach pomostowych; rzymski oficer obnosi tarczę z napisem "Spieprzaj, dziadu!". Ale oprócz aluzji są jeszcze koncepty śmieszne aż do bólu brzucha: minister spraw wewnętrznych jest, jak to w Rzymie, przegiętą ciotą; Zenon, cesarz wschodniego Rzymu, mówi, zaciągając z rosyjska (!); barbarzyńscy Germanie w czarnych kombinezonach i hełmach z rogami wyglądają jak skrzyżowanie gangu motocyklistów z "Pieśnią o Nibelungach", ryczą po niemiecku i zachowują się w sposób, jaki odpowiada stadionowemu wyobrażeniu o Szwabach.

Gdyby to była szopka noworoczna, wystawiona w telewizji przez satyryka pokroju Marcina Wolskiego, spuściłbym zasłonę milczenia. Ale twórcy tak wykwintnemu jak Zanussi tego rodzaju trywializacja zwyczajnie nie uchodzi.

Romulusa gra Janusz Gajos. Napisana przez Durrenmatta rola jest świetna i trudna, przeznaczona dla mistrza, który pokaże ewolucję cesarza od histriona do filozofa. Jako pierwszy wystąpił w niej 50 lat temu Jan Świderski. Do dziś mamy w oczach jego twarz błaznującego Woltera. Romulus Świderskiego jest aktorską ikoną, nie prześcignął go potem ani Gustaw Holoubek, ani Jerzy Stuhr. Gajos ma wszelkie predyspozycje, żeby stworzyć majstersztyk.

Ale bez partnera w osobie reżysera, bez idei przedstawienia, bez koncepcji postaci i jej rozwoju nawet najwybitniejszy aktor nie zbuduje roli. Pozostaje technika: Gajos trzyma formę, wykonując we właściwy sobie sposób partyturę głosową opartą na wydłużaniu samogłosek i wzmacnianiu akcentu w słowach i frazach. Jest to czysto zewnętrzny zabieg, który nie daje wyobrażenia ani o psychologicznej transformacji Romulusa, ani o filozoficznej sile jego kwietyzmu. W wykonaniu Gajosa wpisana w rolę dialektyka komedianta i mędrca, szaleństwa i metody, niemal pokrewna Szekspirowi, wyczerpuje się w monotonnej retoryce. Żal, że wyborny aktor swoim nazwiskiem poręcza przedsięwzięcie, które - już przed premierą kreowane na wydarzenie - z winy reżysera okazało się klapą. Stanisław Jerzy Lec powiedziałby. "Niewypał z olbrzymim hukiem".

Janusz Majcherek
Źródło: Gazeta Wyborcza nr 15

ROMULUS WIELKI

brak w repertuarze

repertuar teatru

Prasa o spektaklu

Romulus ratuje światTomasz Miłkowski Przegląd, nr 8, 2010
Poznań-Warszawa. Kropielnicki gra Romulusa u JandyStefan Drajewski Polska Głos Wielkopolski nr 28
Widz boi się poważnych tematówMałgorzata Piwowar Rzeczpospolita
Cesarz w kurnikuJoanna M. Cywińska Nowa Siła Krytyczna
Kompromitacja ZanussiegoJacek Wakar Dziennik nr 24
Bez reżyserii i bez rólAneta Kyzioł Polityka nr 5
Upadek "cesarstwa europejskiego"?Temida Stankiewicz-Podhorecka Nasz Dziennik nr 23
Romulus Wielki w PoloniiIga Nyc http://www.wprost.pl/
Jaja w PoloniiTomasz Mościcki Newsweek Polska nr 5
Kurnik i filharmoniaBarbara Gruszka-Zych Gość Niedzielny nr 4
Romulus WielkiMichał Mizera Puls Biznesu nr 16
Zanussi. Gdzie jest reżyser?
Gazeta Wyborcza nr 15
Romulus Gajos WielkiJanusz R. Kowalczyk Rzeczpospolita nr 15
Rzymskie wakacje GajosaMagdalena Rigamonti Dziennik Polska, Warszawa nr 11
Europę gubi nihilizmJacek Cieślak Rzeczpospolita nr 10
Uciec jak najdalej od dosłownościJan Bończa-Szabłowski Rzeczpospolita
Nadchodzi "Romulus Wielki"Agnieszka Saracyn PAP Life
Upada cesarstowo, a Romulus hoduje kuryRozmawiał Remigiusz Grzela Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 8 online
Masaż mózgu od ZanussiegoMagdalena Rigamonti