Joanna M. Cywińska

Cesarz w kurniku

Wśród teoretyków literatury krąży opinia, mówiąca o tym, że najmniej na temat dzieła wie jego autor. Dotyczy to przede wszystkim poezji, ale ma zastosowanie również w odniesieniu do innych rodzajów literackich. Zespolenie artysty z dziełem jest czymś chwilowym, urywa się wraz z zakończeniem procesu twórczego - opublikowany utwór zaczyna żyć własnym życiem. Dramatopisarz ze swoim emocjonalnym stosunkiem do dzieła, może gubić się w odkrywaniu jego sensów, i jeżeli dramat będzie cieszył się powodzeniem, nikt nie będzie miał o to do niego żalu (może jedynie ci, którzy nie odkryją niczego nowego na wieczorze autorskim). Inaczej rzecz się ma z reżyserem, na którym ciąży obowiązek interpretacji i przełożenia refleksji nad tekstem w żywe dzieło teatralne. Tym bardziej, że postmodernizm odciął nas raz na zawsze od czasów reżyserów-inscenizatorów. Współczesnym życiem teatralnym rządzi koncept, a w takiej konwencji reżyser przyjmuje na siebie rolę pomysłodawcy, czasem przekornego interpretatora, czy "odkopywacza" ukrytych znaczeń.

Od dnia premiery spektakl powinien bronić się sam i nie powinny go dopełniać wypowiedzi prasowe twórców. Wszystko, co ma być w nim zawarte, powinno być ułożone tak, by widzowie mogli to odczytać i właściwie zinterpretować (właściwie, czyli zgodnie z zamysłem reżyserskim). Niestety, czasem przedstawienia zmuszone są dźwigać brzemię niefortunnych wypowiedzi medialnych twórców. Tak też stało się w przypadku "Romulusa Wielkiego".

Na spektakl Polonii wybrałam się bez ciężaru lektury wywiadów z twórcami przedstawienia, jednak z obawą o to, co zaproponuje Krzysztof Zanussi, który w ostatnich latach nie popisał się twórczością filmową. Zobaczyłam pełen humoru spektakl, opowiadający historię cesarza-ironisty, władcy zachodniego Rzymu (w tej roli Janusz Gajos), który dowcipnie filozofuje i z lubością leniuchuje w czasach, kiedy wali się jago imperium. Romulus wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew doradcom i chyba także na przekór instynktowi samozachowawczemu realizuje ideę, której założeniem jest brak ingerencji ludzkiej w zapisany z góry los świata. Polityka "nicnierobienia" jest realizacją planu głównego bohatera, który ma na celu zlikwidowanie instytucji cesarza - Romulus objął tron tylko po to, by jako bierny cesarz zniszczyć ten urząd, podważyć sens jego istnienia.

Gdzieś w tle tej postaci pojawiają się gotowi do walki ministrowie, handlarz dzieł sztuki, który z kalkulatorem w ręku oblicza zyski z kupna tego, co jeszcze ocalało z kryzysu (Jerzy Łapiński), jest też dumna cesarzowa (Ewa Wiśniewska), która w przeciwieństwie do Romulusa stara się ocalić ginące ślady świetności swoich przodków. Niczym widmo przybywa Emilian - dręczony przez nieprzyjaciela rzymski patrycjusz, pozostawiony bez pomocy cesarza, ukochany córki Romulusa. Emilian (Rafał Maćkowiak) wydaje się być ostatnim sprawiedliwym, ale to nie on może uratować cesarstwo. Ginącemu państwu z pomocą przychodzi producent spodni, Cezary Rupf (Witold Wieliński), który oferuje wykupienie łaski u germańskiego przywódcy w zamian za rękę Rei (Magdalena Walach). I tu pada jedyna decyzja z ust Romulusa - stanowczy sprzeciw. Odoaker, groźny germański władca (Szymon Kuśmider), okazuje się ostatecznie hodowcą kur (tak jak Romulus), który szuka schronienia u władcy zachodniego Rzymu.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że reżyser poskąpił pola gry tak świetnym aktorom jak Gajos czy Wiśniewska, za mało wiatru wpuścił im pod skrzydła, wprowadził w tekst kilka nieudanych aluzji do współczesności (m.in. wypisane na tarczy hasło "TY DZIADU"), a nade wszystko popełnił błąd rozgadania w wywiadach i nadbudowy treści, których próżno szukać w przedstawieniu, lub które, jak się zdaje, potraktował po macoszemu (kwestie rozliczania się z "trzeszczącą cywilizacją", czy aluzje do współczesnych zniewolonych lub zagrożonych terroryzmem obszarów świata).

Mimo wszystko wieczór spędzony w Polonii zaskoczył mnie przyjemnie, tym bardziej, że po Zanussim spodziewałam się raczej szeroko ziewającej publiczności niż szerokich uśmiechów. To oczywiście dobrze świadczy o przedstawieniu, choć trudno się z nim dopatrzyć Dürrenmatta. Reżyser wyjął z tekstu jedynie pewną historię, pominął głębię, która w sztukach szwajcarskiego dramaturga jest najistotniejsza. Szkoda, bo w takiej obsadzie spektakl mógłby stać się wydarzeniem sezonu. Tymczasem na scenie Polonii mamy tylko kolejną dobrą komedię - tylko, ponieważ jestem przekonana, że widzom, którzy mieli już okazję zetknąć się z tekstem Dürrenmatta, czegoś będzie brakowało.

Joanna M. Cywińska
Źródło: Nowa Siła Krytyczna

ROMULUS WIELKI

brak w repertuarze

repertuar teatru

Prasa o spektaklu

Romulus ratuje światTomasz Miłkowski Przegląd, nr 8, 2010
Poznań-Warszawa. Kropielnicki gra Romulusa u JandyStefan Drajewski Polska Głos Wielkopolski nr 28
Widz boi się poważnych tematówMałgorzata Piwowar Rzeczpospolita
Cesarz w kurniku
Nowa Siła Krytyczna
Kompromitacja ZanussiegoJacek Wakar Dziennik nr 24
Bez reżyserii i bez rólAneta Kyzioł Polityka nr 5
Upadek "cesarstwa europejskiego"?Temida Stankiewicz-Podhorecka Nasz Dziennik nr 23
Romulus Wielki w PoloniiIga Nyc http://www.wprost.pl/
Jaja w PoloniiTomasz Mościcki Newsweek Polska nr 5
Kurnik i filharmoniaBarbara Gruszka-Zych Gość Niedzielny nr 4
Romulus WielkiMichał Mizera Puls Biznesu nr 16
Zanussi. Gdzie jest reżyser?Janusz Majcherek Gazeta Wyborcza nr 15
Romulus Gajos WielkiJanusz R. Kowalczyk Rzeczpospolita nr 15
Rzymskie wakacje GajosaMagdalena Rigamonti Dziennik Polska, Warszawa nr 11
Europę gubi nihilizmJacek Cieślak Rzeczpospolita nr 10
Uciec jak najdalej od dosłownościJan Bończa-Szabłowski Rzeczpospolita
Nadchodzi "Romulus Wielki"Agnieszka Saracyn PAP Life
Upada cesarstowo, a Romulus hoduje kuryRozmawiał Remigiusz Grzela Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 8 online
Masaż mózgu od ZanussiegoMagdalena Rigamonti