"Wątpliwość" nie doczekała się jeszcze ekranizacji, ale autor otrzymał za nią w 2005 roku Nagrodę Pulitzera. Dużym powodzeniem cieszyła się także jej inscenizacja na Broadwayu. Jest to bowiem sztuka napisana z wyjątkowym wyczuciem teatru, pełna błyskotliwych dialogów i dająca aktorom możliwość stworzenia pełnokrwistych i wielowymiarowych postaci.
Przede wszystkim jednak dotyczy aktualnej, także dla polskiego widza, problematyki. W epoce teczek, agentów, skandali i wzajemnych oskarżeń pytania o to, na jakiej postawie można ferować wyroki i oceniać drugiego człowieka, brzmią wyjątkowo świeżo.
Akcja "Wątpliwości" rozgrywa się w szkolę katolickiej w Bronksie. Ścierają się tu dwie przeciwstawnie osobowości, które mają zupełnie odmienny pogląd na wychowanie młodzieży. Apodyktyczna dyrektorka - siostra Alojzyna, uważa, że efekty mogą przynieść tylko żelazna dyscyplina i przestrzeganie zasad. Ojciec Flynn wciela w życie zupełnie inny model nauczania. Zamiast karać i grozić, woli przyjaźnić się z uczniami. To nie może się podobać pryncypialnej Alojzynie. Gdy dowiaduje się o nieformalnych spotkaniach księdza z uczniami, zaczyna go podejrzewać o molestowanie wychowanków. Myli się jednak ten, komu się wydaje, że rozstrzygnięcie będzie szybkie, łatwe i bezproblemowe. Okazuje się bowiem, że ksiądz nie jest tak sympatyczny i dobrotliwy, jak to się z początku wydawało. Prawdziwym tematem sztuki nie jest jednak rozstrzyganie o winie lub niewinności, lecz łatwość z jaką my, widzowie, zmieniamy się w prokuratorów. Że wystarczy okruch, jedna niewinna sugestia, by wydać wyrok. Dowiadujemy się, jakim piekłem może być plotka, obmowa, a jakim wyzwaniem i próbą - prostolinijność i obdarzenie drugiego człowieka zaufaniem.
Źródło: Dziennik nr 226
brak w repertuarze
Prasa o spektaklu