Polską prapremierą sztuki Matthew Lombardo „Zapętlona” Krystyna Janda świętuje swój złoty jubileusz. Tym razem jako niepokorna gwiazda sceny i kina Tallulah Bankhead pokazuje widzom, kto wciąż rządzi polską sceną.
25 kwietnia minęło 50 lat od scenicznego debiutu Krystyny Jandy. W 1976 roku rolą Anieli w „Ślubach panieńskich” w reżyserii Jana Świderskiego na deskach Teatru Ateneum w Warszawie zaczęła się jej błyskotliwa kariera. Mogliśmy ją oglądać w różnych odsłonach, czego nie da się opisać w krótkim tekście – od tego są biografie.
Z przestrzeni ostatnich lat trzeba jednak wskazać kilka genialnych odsłon Jandy: przejmującą Marię Callas z „Maria Callas. Masterclass”, Winnie z klasyka „Szczęśliwe dni”, terapeutyczną Shirley z kultowego monodramu „Shirley Valentine”, ostrą Tonkę Babić z doskonałego „Ucho, gardło, nóż”, Florence Foster Jenkins z boskiej sztuki „Boska”, szykującą przy widzach szarlotkę Danutę Wałęsę z „Danuty W.”, przejmującą Matkę z przedstawienia „Matki i synowie”, prześmieszną Clarice z „Weekend z R.” czy mistrzowską Pomoc w „Pomocy domowej” oraz dopracowaną Matkę z „Matki” Witkiewicza.
Pełnokrwista aktorka
Każda jej rola to dopracowana i wyrazista postać. Mylił się ten, kto myślał, że swoim urodzinowym monodramem „My Way” sprzed kilku lat powiedziała ostatnie słowo. W „Zapętlonej” Krystyna Janda jako Tallulah Bankhead wraca do ulubionego formatu. Świetnie odnajduje się w interpretacjach skomplikowanych, wyrazistych postaci, ludzi mierzących się z kosztami sukcesu, jednocześnie niepozbawionymi kąśliwego poczucia humoru. Janda wraca do odsłony kontrowersyjnej, jednocześnie uwielbianej przez widzów – wulgarnej i bezpośredniej. Trochę wody w Wiśle już upłynęło od pożegnania monodramu „Ucho, gardło, nóż”, gdzie k…y latały jak sztylety. Jej Tallulah – ubrana w futro, czarne okulary, wieczorową suknię i perły klnie jak szewc, nie kryje się z alkoholizmem, uzależnieniem od leków i papierosów. To wszystko jednak manifestuje w określonym celu. Żeby w pełni zrozumieć tę doskonale przez Jandę poprowadzoną postać, trzeba zajrzeć w biografię Bankhead.
Tallulah Bankhead urodziła się w innej epoce filmu i sceny, bo w 1902 roku. Rola na szczyt nie była łatwa. Jak opisuje w biografii branżowy portal Filmweb – po niepowodzeniach na Broadwayu wyruszyła do Londynu. Przez następnych kilka lat była najpopularniejszą aktorką na West Endzie. Po udziale w kilku sztukach, Tallulah wyruszyła do Hollywood, aby zagrać w produkcjach Paramount Pictures. Wzięła udział w dwóch filmach, „Kobiecym prawie” i „His House in Order”, ale nie zdobyły one uznania ani widzów, ani krytyki. Tym sposobem Bankhead wróciła na scenę. Kolejna rola w „Zbrukanej damie” spotkała się z mieszanymi odczuciami krytyki.
Pojawiła się w kilku nieznaczących obrazach, aż do „Szatana zazdrości”, który zobaczyło wielu ludzi, ze względu na udział takich gwiazd, jak Gary Cooper, Cary Grant czy Charles Laughton. Zniechęcona niepowodzeniami na ekranie, wróciła na Broadway, który kochał ją nieco mocniej. Na ekran powróciła dopiero w 1943 roku, rolą w „Stage Door Canteen”. Ale to „Łódź ratunkowa” Alfreda Hitchcocka stała się jej największym sukcesem w karierze. Za swoją rolę w tym filmie otrzymała nagrodę nowojorskiej krytyki. Potem Tallulah pojawiła się tylko w kilku produkcjach, w odstępie paru lat.
Umarła w 1968 r. na rozedmę płuc.
Błyskotliwy pojedynek, który warto zapętlić
Sztuka Lombardo trafiła do Warszawy 18 lat po światowej premierze w Pasadenie (2008 r.) i 16 lat po pokazach na Broadwayu (2010 r.). Powstała na podstawie autentycznej sesji nagraniowej z 1965 roku, gdy pijana Tallulah Bankhead potrzebowała ośmiu godzin, aby zdubbingować jedną kwestię ze swojego ostatniego filmu „Giń! Giń! Moja droga!”.
Z pozoru rutynowa sesja szybko zamieniła się w próbę cierpliwości i swoistą terapię. Spotkanie wielkiej, bezkompromisowej diwy starego Hollywood z montażystą filmu w tekście Lombardo przeradza się w błyskotliwy, pełen ironii pojedynek charakterów.
Przekład Andrzeja Kłosińskiego doskonale podkreśla ładunek emocjonalny sztuki. W „Zapętlonej” Krystynie Jandzie towarzyszy Paweł Ciołkosz (widzom teatrów Jandy znany m.in. z doskonałej sztuki „Matki i synowie”, „Piękny nieczuły” czy pożegnalnego dla Jerzego Stuhra „Geniusza”) i Adam Tomaszewski (w 2016 r. zadebiutował w Teatrze Polonia jako mały chłopiec w spektaklu „Matki i synowie” według sztuki Terrence’a McNally’ego). Ciołkosz nie jest jednak tylko paprotką do monodramu gwiazdy. To aktor dojrzały, który bezbłędnie prowadzi swojego bohatera przez spotkanie w studiu nagraniowym. Mimo eskcentrycznego i wulgarnego zachowania Bankhead otwiera się przed nią i zaprzyjaźnia. Krystyna Janda trafiła w dziesiątkę angażując do „Zapętlonej” Pawła Ciołkosza. Ich spotkanie na scenie przypomina popis w „Matki i synowie”, gdzie relacja aktorów przechodziła na oczach widzów niesamowitą transformację.
Dwugodzinna „Zapętlona” to nie tylko pojedynek na aktorskie charaktery i kolejny popis aktorski Jandy, ale też Ciołkosza. To ubrany w niepoprawny początkowo język mądry tekst o tolerancji osadzony w ładnej, dopracowanej scenografii (Zuzanna Markiewicz, Małgorzata Domańska). Lombardo doskonale analizuje przemijanie, cenę popularności i pokazuje walkę z samotnością. Z jego sztuki płynie kluczowe przesłanie, że mamy wpływ na to, w którą stronę pójdzie nasze życie. Że ból i cierpienie będą nam towarzyszyły po coś, ale nie muszą zdominować piękna, które przynosi każdy dzień.
„Zapętloną” w Polonii można oglądać w zapętleniu, bez znudzenia.
Jakub Panek
https://jakubpanek.pl/2026/05/01/janda-ostra-jak-brzytwa-zapetlona-w-teatrze-polonia-recenzja/

