Oglądając Krystynę Jandę jako Florence Foster Jenkins w „Boskiej!” wielokrotnie da się usłyszeć ze sceny słowa „moja przyjaciółka Tallulah”. Któż mógł jednak przypuszczać, że będą to słowa prorocze? Po dramat Matthew Lombardo "Looped", opisujący pewien drobny incydent z życia aktorki i głośnej skandalistki Hollywood Talluli Bankhead, sięgnął Andrzej Kłosiński. Jego przekład, zachowujący całą ekspresję, brutalność i bezkompromisowość języka, oddał w ręce Krystyny Jandy zapewne najbardziej wyrazistą postać w jej teatralnej karierze. Pełną kotłujących się uczuć, rozedrganą emocjami i uzależnieniami oraz klnącą jak szewc kobietę po przejściach. Bohaterkę tragiczną, skrzywdzoną przez życie i hollywoodzką elitę, a mimo to żyjącą pełną piersią na własnych zasadach. I trochę o tym właśnie traktuje „Zapętlona” w Teatrze Polonia – o odwadze życia w zgodzie ze sobą, o umiejętności dokonywania wyborów, o osobistej wolności. A przy okazji snuje też opowieść o trudach aktorstwa, przemijaniu sławy, koszmarze nałogów i ciągłym bólu istnienia.
Tallulah ma dograć w studiu nagraniowym jedno zdanie do swego najnowszego filmu – brytyjskiego horroru klasy B „Giń! Giń! Kochanie!”. Najnowszego po niewielkiej dwudziestoletniej przerwie. Tyle że się spóźnia. Reżyser nie czeka, ma ważniejsze sprawy. Młody dźwiękowiec Steve najchętniej wyciąłby tekst i odpuścił temat. Nikomu nie zrobi to różnicy. W końcu komu zależy na jakiejś dawnej gwieździe? Obowiązek dopilnowania sprawy spada na Danny’ego Millera, montażystę filmu, który choć wie, że klapa jest niemal murowana, staje na wysokości zadania. A przynajmniej próbuje. Choć też się spieszy. Tyle, że z pijaną i cokolwiek zmanierowaną Tallulah ciężko się współpracuje. Drobny, gorzko-zabawny epizod ze schyłkowego okresu kariery Bankhead ma komediowy potencjał, ale wśród początkowych śmiechów publiczności dość szybko okazuje się gęstą od emocji terapią i rozliczeniem życia dwojga bohaterów.
Od momentu pojawienia się Krystyny Jandy, jej Tallulah przejmuje władanie sceną. Nawet jeśli jest już tylko rozpadającym się cieniem wielkiej gwiazdy. Ale gwiazdy, która pamięta własny blask i wciąż żyje jego lśnieniem. To kobieta silna, władcza i bezkompromisowa – idealna dla Jandy, której intensywność sceniczna sprzyja emocjonalnej gwałtowności amerykańskiej divy. Obrazoburcza, świntusząca, łamiąca wszelkie zasady, wciąż gra siebie w hollywoodzkim teatrze próżności. Krystyna Janda wspaniale cieniuje postać wymykając się jej prostemu zaszufladkowaniu. Rozwesela docinkami, by za chwilę uderzyć w smutne tony, irytuje gwiazdorską postawą, ale intryguje spostrzeżeniami, rzuca bez ogródek wulgaryzmami, by za moment delektować się niuansami powtarzanej w kółko frazy. Z każdą szklaneczką paskudnej szkockiej, z kolejnym zapalonym papierosem i połykanymi garściami tabletkami aktorka pokazuje dramatyczny obraz bezradnego, wewnętrznie potrzaskanego człowieka, którego upadek obserwujemy śmiejąc się mimowolnie z rubasznych żartów i grubiańskich odzywek. I od początku wiemy, że nagranie jednego tylko zdania będzie procesem długim, jeśli nie niemożliwym.
Każda kolejna próba, każda nieudana „pętla” podnosi ciśnienie Millera i zagęszcza atmosferę. Dla niespełnionej aktorki staje się to okazją do wiwisekcji swojej złamanej kariery, a przy okazji do prześwietlenia problemów właśnie poznanego mężczyzny. Oboje są bowiem na życiowym zakręcie. Ona, nadal czerpiąca pełnymi garściami, mimo postępującej choroby. On, żyjący wiele lat w zawieszeniu, a teraz przerażony upływem czasu i brakiem kontroli nad podjętą poniewczasie decyzją. Paweł Ciołkosz konstruuje z pozoru uporządkowanego i rozsądnego mężczyznę, a jednak daje się wyczuć w nim wewnętrzne napięcie. Jeden telefon rozpali w nim ogień gwałtowności, a charakterna aktorka wydobędzie z niego całą prawdę, starając się wydobyć także innego człowieka. Oboje obnażonych z kłamstw i wątpliwości zbliży to samo poczucie zmarnowanego losu, przegapionych szans. To samo „zapętlenie” w splotach życia, w skomplikowanych relacjach, ambicjach i niespełnionych nadziejach, z których nijak nie idzie się uwolnić. Ich spotkanie staje się bolesną, ale uwalniającą lekcją życia, a egzystujący dotąd przez zaniechanie Miller ma jeszcze możliwość coś zmienić. Wystarczy, by zdobył się na odwagę, bo „ból będzie zawsze, ale cierpienie jest opcjonalne”.
Intensywny dialog dwojga szamoczących się z życiem ludzi obserwuje przez szybę młody technik dźwięku, „rozkoszny tajemniczy przyjaciel”. Adam Tomaszewski dopełnia aktorską trójcę, która od 2016 roku występuje wspólnie w Teatrze Polonia w spektaklu „Matki i synowie”, a teraz kontynuuje sceniczną przygodę w „Zapętlonej”. Dodanie trzeciej, niezaangażowanej perspektywy daje oddech od pojedynku charakterów głównych protagonistów. Ostatecznie to on ma też głos decydujący, znajdując intrygujące nuty perfekcji w najbardziej nieoczywistej wersji nagranego zdania.
Scenografia i kostiumy Zuzanny Markiewicz nawiązują bezpośrednio do lat 60. Strój „panny Bankhead” odzwierciedla jej status – futro, perły, biżuteria – po prostu szyk i blask. Przestrzeń zaprojektowano z dbałością o estetykę i szczegóły – ze ścian spoglądają płyty, plakaty i zdjęcia gwiazd tamtych czasów, jak Billie Holiday czy Nina Simone. Centralnym punktem uczyniono podest nagraniowy, na którym skupia się uwaga widza i blask reflektorów. Światła Katarzyny Łuszczyk rozproszone punktowo wtapiają się elegancko we wnętrze studia, zaś czerwony neon „On Air” przydaje blasku retro-autentyczności.
„Zapętlona” nurzająca się w oparach alkoholu, papierosowym dymie i dosadnym języku bywa podskórnie nieprzyjemna rozdrapując rany przeszłości. Ludzkie dramaty zestawia z niezłomnością do bycia sobą i przykrywa warstwą ratunkowego śmiechu. Zostawia po sobie słodko-gorzki posmak, a nas ze wskazówkami, ale szczęśliwie bez czytelnych odpowiedzi. Bo każdy jest kowalem własnego losu.
W teatralnej kuźni jak ryba w wodzie czuje się z pewnością Krystyna Janda, nagrodzona całkiem słusznie niekończącymi się owacjami za kreację Talluli. A jeśli w tekście „Zapętlonej” szukać kolejnych proroctw, to przyjdzie nam zapewne obejrzeć ją w przyszłości w roli Joan Crawford. W tym przypadku jest z czego wybierać. Nawet jeśli bohaterką miałaby być „wyjątkowa suka, która była beznadziejna w łóżku”. Ale dla Krystyny Jandy to przecież tylko młyn na wodę.
Marek Zajdler, NaszTeatr
https://naszteatr.pl/zdjecia/grupa/00143755/odwaga-by-zyc-zapetlona-teatr-polonia

